wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział dwudziestypierwszy

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak dobrze się bawiła. To wesele było najlepsze! A cała zabawa zaczęła się po północy. Myślałam, że wcześniej widziałam szalone tańce na parkiecie. Ale to, co wyprawiali, gdy dzieci poszły już spać to była istna dzicz! Dosłownie! Faceci ubrani tylko do połowy tańczyli na parkiecie z przypiętymi uszami lwa i ogonem, prosili do tańca pierwszą dziewczynę, którą tylko zobaczyli. A nie było ty zwykłe tańce... Niestety też musiałam zatańczyć. Mimo, że się broniłam, wykręcałam, byle tylko pozostać na swoim miejscu, Leo udało się mnie wyciągnąć. Te jego kocie ruchy na parkiecie, dłonie zmysłowo dotykające moje ciało... Widziałam jak inne dziewczyny się na niego patrzyły, gdy z nagą klatą kręcił swoim zgrabnym tyłeczkiem... Mam szczęście, że jest on cały mój.

Piłkarze Barcelony nie są do końca normalni... Naprawdę. Pomijając już tańce na stole, zjeżdżanie po barierce od schodów, ale to, co zrobili w środku nocy, to było naprawdę nienormalne. Gdzieś około trzeciej nad ranem, zauważyłyśmy z Loreną, że gdzieś wcięło naszych facetów. Znalazłyśmy ich na plaży. W towarzystwie ośmiu piłkarzy Barcelony, kompletnie nagich biegnących do morza... Przyznam, było to dość dziwne, ale mi tam się podobało. Szczególnie jak cali przemoczeni wyszli z wody... Leo był już kompletnie pijany, zresztą tak samo jak wszyscy inni, nawet chłodna woda mu nie pomogła. Zaczął nagi przytulać się do mnie, a potem, gdy chciałam mu się wyrwać, bo dość niezręcznie się czułam, on po prostu wziął mnie na ręce i pobiegł do wody. Na początku myślałam, że zaraz go utopie! Zniszczył moją ukochaną sukienkę, popsuł fryzurę i makijaż! Byłam taka wkurzona! Ale tylko przez chwilę. Ja krzyczałam, a on mnie pocałował i się uspokoiłam.
Poszliśmy się wysuszyć i ubrać do jednego z pokoi, oczywiście nie obeszło się bez krótkiego pozostania w łóżku...
Ja założyłam jedną z sukienek Loreny, Leo założył to co wcześniej, jego ciuchy w odróżnieniu od moich nie były mokre.
Dalej, przyznam, że nie bardzo pamiętam co się działo. Za dużo tego alkoholu, za dużo. Jednak nie żałuje. Bawiłam się cudownie! Cris i Lorena, to cudowna para.
{}{}{}*{}{}{}
Lot do Niemiec potrwał krótko, po kilku godzinach byliśmy już na lotnisku w Berlinie. Tam odebrał nas jakiś gościu i czarną limuzyną zawiózł nas do hotelu.
W Berlinie stoją już trzy hotele z marką mojego ojca i bardzo sobie je cenią. Ten, jest największy, najbardziej ekskluzywny i najładniejszy. A co z tym idzie, najdroższy.
Jako, że potrafię mówić po niemiecku, sam poszedłem na spotkanie z tutejszym właścicielem hotelu, a Shanti miała czas dla siebie. Mieliśmy spotkać się o szesnastej w jednej z restauracji, zjeść obiad.
Nie lubię takich spotkań. Właściwie nic się na nich nie robi. Przez dwie godziny siedziałem i chwaliłem prace tego gościa, że tak świetnie prowadzi nasz hotel, że ja, a w szczególności mój ojciec jest zadowolony, że to właśnie on jest naszym przedstawicielem tutaj w Berlinie. Mówimy to wszystkim, zawsze.
Wspomniałem już, że nie lubię takich spotkań? Coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy chce tak pracować do końca życia. W sumie, to nie mam na co narzekać, tylko te nudne i bezsensowne spotkania. A mógłbym teraz spędzać czas z Shan...
{}{}{}*{}{}{}
Jako, że nie musiałam spędzać południa na sprawach służbowych, wybrałam się na zakupy. Taksówkarz zawiózł mnie do największej galerii handlowej w mieście, Leo dał mi swoją kartę kredytową, a ja oddałam się temu, co wprost uwielbiam! Chodziłam od sklepu do sklepu i kupowałam to, co naprawdę mi się spodobało, a trochę tego było. Kupiłam dwie pary nowych spodni jeansowych, trzy koszulki, bluzę, zwykłą szarą z kapturem i buty na koturnie. Nie chciałam kupować więcej, bo nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc nosić torebki. Teraz przydałby mi się Leo. Nawet, gdy nie ma go przy mnie przez kilka minut, ja już tęsknie. Kocham go tak mocno!

Chwilę przed szesnastą siedziałam już przy stoliku w jednej z restauracji i czekałam na Leo. Mieliśmy razem zjeść obiad. Chciałam z zamówieniem poczekać na niego, jednak nie przyjeżdżał, a minuty mijały... Zamówiłam kawę z mlekiem. Leo nie było. Zamówiłam kolejną kawę, a jego nadal n ie było. Może spotkanie się przedłużyło? Zapewne. Zadzwoniłam do niego raz, drugi, nie odbierał. Nagrałam mu wiadomość i napisałam esemesa, informując, że rozumiem i że zjem sama, że spotkamy się w hotelu. Nie śpiesząc się zjadłam obiad i chwilę po siedemnastej wróciłam do hotelu, który stał dosłownie ulicę dalej.
Minęłam recepcję informując, że jestem z Leo i windą wjechałam na piąte piętro. Mieliśmy z Leo mały pokoik, jesteśmy tutaj tylko na jedną noc, rano lecimy do Indii.
Nie długo zajęło mi zrozumienie, że Leo tutaj nie ma. Sypialnia stała pusta, łazienka też, balkon stał zamknięty. Gdzie ten Leo? To spotkanie trwa aż tak długo? A może coś mu się stało? Może miał wypadek? Boże! A jak jemu coś się stało?! Jak leży teraz połamany gdzieś w szpitalu?! Jak jest nie przytomny?! A co, jeżeli nie żyje?! Zaczęłam panikować. W pośpiechu z torebki wyciągnęłam telefon i zaczęłam wydzwaniać do Leo, bez skutku. Po kilku sygnałach włączała się poczta. Odchodziłam od zmysłów czekając na niego w hotelu. Dzwoniłam do tego mężczyzny, z którym się spotkał. Powiedział mi, że rozstali się chwilę po piętnastej, Leo powiedział, że jedzie spotkać się ze mną. To dlaczego nie odbiera moich telefonów? Gdzie on jest?! Naprawdę się boję.
Siedziałam jak na szpilkach czekając na jakaś wiadomość od Leo. Dzwoniłam co chwilę. Nie tylko do niego. Obdzwoniłam najbliższe szpitale pytając, czy przywieźli kogoś jak on to szpitala, na szczęście nie.
Miałam już wyjść z hotelu i sama zacząć go szukać, gdy chwilę po dwudziestej usłyszałam otwierające się drzwi.
Od razu do nich pobiegłam. W drzwiach stanął Leo. Jak zwykle bardzo przystojny i uśmiechnięty. Kamień spadł mi z serca, gdy zobaczyłam, że nic mu nie jest. Ale równocześnie byłam na niego wściekła.
-Gdzieś ty był?! Wiesz jak ja się martwiłam?!
Naskoczyłam na niego, gdy tylko zamknął drzwi.
-Przepraszam, wiem, powinienem zadzwonić... Ale... nie miałem zasięgu, coś z siecią się zepsuło.
Jak gdyby nigdy nic pocałował mnie w usta, odłożył swoją czarną torbę koło łóżka w sypialni i zaczął ściągać z siebie garnitur.
-Gdzie byłeś? Mieliśmy zjeść razem obiad.
Oparłam się o ścianę i z rękami nałożonymi na piersiach spojrzałam na niego.
-Wiem, przepraszam. Jutro ci to wynagrodzę. Byłem u innego klienta. Byliśmy umówieni na jutro rano, ale musieliśmy przełożyć spotkanie. Poinformował mnie o tym w ostatnim momencie, chciałem do ciebie zadzwonić, jednak nie miałem zasięgu, mówiłem ci już.
Gdy skończył to mówić, stał przede mną w samych czerwonych bokserach, resztę ciuchów rzucił na fotel stojący przy oknie.
-Idziesz pod prysznic, ze mną?
Położył dłonie na moich biodrach. Nie mogłam się dłużej na niego gniewać, nie zrobił nic złego, próbował się ze mną skontaktować, nie jego wina, że nie miał zasięgu. Każdemu może się zdarzyć.
Na wspólną kąpiel nie musiał mnie długo namawiać, po chwili szliśmy już do łazienki.
{}{}{}*{}{}{}
Po chwilowym przytulaniu w łóżku, wspólnym śniadaniu i spakowaniu wszystkich ciuchów ruszyliśmy na lotnisko. Kierunek Indie. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, zarobimy takie pieniądze, że prawnuki moich wnuków nie będą musiały pracować. Tamtejsi miliarderzy na niczym nie oszczędzają. Teraz też nie będą oszczędzać, już ja się o to postaram.
Nie jestem uczciwym człowiekiem. Już wiele razy okłamywałem ludzi, robię to często, tak łatwiej jest osiągnąć to co się chce i nigdy nie miałem z tym problemu. Zawsze kłamstwo przychodziło mi naturalnie, jak gdybym mówił czystą prawdę. Jednak tym razem było inaczej.

Może to przez to, że znowu okłamuje najważniejszą osobę w moim życiu? Shanti jest dla mnie najważniejsza, a ja jestem wobec niej taki nieuczciwy... Mam wyrzuty sumienia. Ona jest dla mnie taka dobra, kocha mnie, akceptuje takim jakim jestem, a to tylko dlatego, że ja ją okłamuje. Nie mogę jej powiedzieć prawdy. Znienawidzi mnie. Zostawi. Porzuci. A ja się załamie. Nie wyobrażam sobie życie bez niej. Bo ona jest moim życiem. Jest najwspanialszą kobietą, jaką spotkałem w życiu. To z nią chce za pięćdziesiąt lat siedzieć na werandzie naszego domu z widokiem na morze patrzeć jak nasze wnuki się bawią... Naprawdę ją kocham, a nie potrafię być wobec niej szczery... Nie mogę być szczery. Nie chce jej stracić.
W Indiach mamy zamiar spędzić dwa dni. Pierwszy dzień chcemy poświęcić tylko dla siebie, pozwiedzać, zjeść coś miejscowego, kupić pamiątki, a drugiego zabrać się za pracę i wieczorem wrócić do Hiszpanii.
Po długim locie wylądowaliśmy na lotnisku. Był tutaj straszny tłum, straszny gwar. Trudno było się tutaj nie zgubić.
Taksówką przejechaliśmy do naszego hotelu, a że było południe, niemal od razu poszliśmy na obiad. Tutaj mają o wiele lepsze jedzenie niż w Niemczech. Takie ostre, wyraziste! Jak lubię najbardziej. Shanti chyba też smakowało. Ona pochodzi z tych stron. Do Filipin już niedaleko. Zostało tylko przepłynąć dwa morze, całą Tajlandię i Wietnam. Naprawdę już niedaleko. Chciałbym kiedyś zabrać tam Shanti. Wiele razy opowiadała mi, że chciałabym tam pojechać, zobaczyć jak tam wygląda życie. Mówiła mi, że już nie pamięta jak jej tam było. Kiedyś tam pojedziemy, na pewno.
Po obiedzie i szybkim odświeżeniu się wybraliśmy się na zwiedzanie stolicy Indii. New Delhi jest pięknym miastem. Tyle tutaj luksusowych budowli, wszystko jest piękne, wielkie i kolorowe. Na niczym tutaj się nie oszczędza. Jak już coś się buduje, to z prawdziwym rozmachem.
Nie zdążyliśmy obejrzeć małej cząstki tego pięknego miasta, a wybiła już północ. Jeżeli chcieliśmy być wypoczęci na jutrzejszym spotkaniu, musieliśmy wracać, a to nie było łatwe. Gdybym wiedział, że tutaj będzie tak pięknie, zarezerwowałbym więcej dni dla tego miejsca. Teraz już za późno. Mam plany zaraz po powrocie i nie mogę ich przesunąć.
{}{}{}*{}{}{}
Zdziwiłam się, gdy asystentka miliardera poinformowała nas telefonicznie, że dzisiejsze spotkanie odbędzie się w nietypowych warunkach, bo na statku.
O trzynastej mieliśmy stawić się w porcie i jachtem wypłynąć w rzekę.
Nie pasowało mi połączenie jacht i rzeka. Bo przecież rzeki zwykle są za małe na jachty, przynajmniej takie jakie ja znam. Jednak ta była ogromna. Z trudem można było ujrzeć drugi brzeg stojąc na pomoście.
Jacht był prześliczny. Cały biały, z dodatkowym piętrem, na którego dachu stało jacuzzi.
Na pokład pomogło nam wejść dwóch mężczyzn ubranych w czarne garnitury i okulary przeciwsłoneczne. Od razu poczęstowano nas szampanem i małą tutejszą przekąską.
-Już mi się tutaj podoba.
Powiedział Leo i mocniej ścisnął moją rękę. Byłam tego samego zdania co on, tutaj musi być cudowne, bo co może pójść nie tak?
Przez kilka minut chodziliśmy po pokładzie jachtu i podziwialiśmy to cudo.
-Jeżeli ugadamy się z tym gościem i wszystko pójdzie po naszej myśli, to zarobimy taką kasę, o jakiej nawet nie marzyliśmy.

Leo był taki podekscytowany. Cały czas mi o tym mówił i nie zamierzał przestać, jednak ja nie podzielałam aż tak bardzo jego entuzjazmu. Oczywiście cieszyłam się z pozyskania nowego klienta, nowych milionów, ale moją radość zasłaniało złe samopoczucie. Odkąd weszłam na pokład tego cudownego jachtu, zaczęło mnie kręcić w żołądku, zaczęłam mieć lekkie zawroty głowy. Na początku to zignorowałam, myślałam, że to przez zmianę klimatu, jednak teraz, gdy dłużej jestem na wodzie, czuje się jeszcze gorzej. Czyżbym miała chorobę morską? Oby nie, bo jak ja wytrzymam tutaj kilka godzin? Przecież nie mogę zawieść Leo...
-Shanti, wszystko w porządku?
Usłyszałam zatroskany głos Leo, gdy zatrzymałam się na chwilę przy leżakach i złapałam się za biodra. Strasznie zakręciło mi się w głowie, a statek dopiero co ruszył. Co będzie, gdy wypłyniemy na pełne wody? Może lepiej było, gdybym od razu powiedziała Leo o mojej chorobie? Może mogłabym wysiąść, a teraz?
-Tak, po prostu coś mnie zakuło w brzuchu, już mi lepiej.
Wcale nie. Z każdą minutą, z każdym kolejnym zakołysaniem statku czułam się jeszcze gorzej. Przy naszym kliencie próbowałam to ukryć.
Siedzieliśmy we troje przy okrągłym stoliku na dachu jachtu i jedliśmy obiad. Wyglądało naprawdę apetycznie, jednak ja nie mogłam przełknąć ani kęsa. Raz się zmusiłam, żeby nie zrobić przykrości Panu Sarain, ale prawie to wylądowało z powrotem na talerzu. Cały czas popijałam tylko wino, przynajmniej ono mi nie szkodziło.
Przy obiedzie Leo i pan Sarain doszli do porozumienia. Miliarderowi bardzo się śpieszyło, bo już na jachcie podpisał umowę. Był naprawdę szczęśliwy z możliwości współpracy z nami. Leo tak samo, cały czas się uśmiechał, chwalił naszą firmę, ja ani trochę się nie cieszyłam. Nie miałam na to sił. Z każdą chwilą czułam, że dłużej nie wytrzymam, czułam, jak dzisiejsze śniadanie podchodzi mi do gardła. Naprawdę, więcej nie wsiądę na statek, choćby mnie tam zaciągali siłą, nie wsiądę!
{}{}{}*{}{}{}
Nie wiem co się z nią dzieje. Mówiła mi, że tak się cieszy z pozyskania tego klienta, a cały posiłek nie odezwała się niemal ani słowem. Siedziała cicho, nic niemal nie jadła i jeszcze prawie w ogóle się nie uśmiechała. To nie była ta Shanti, którą chciałem widzieć. Była jakaś dziwna. Chyba naprawdę się źle czuje.
Upewniłem się przy tym, gdy podczas mojej rozmowy z panem Sarainem o miejscowej kuchni wybiegła do łazienki wywracając za sobą krzesło.
-Przepraszam za nią, nie wiem co jej jest.
Poprawiłem krzesło, które leżało na ziemi i spojrzałem na starszego mężczyznę.
-Moje jedzenie jej zaszkodziło?
-Nie, nie! Na pewno nie! Ono jest wyborne. To pewnie przez zmianę czasu, klimatu i to ciągłe zabieganie. Musi odpocząć.
Musiałem jakoś go uspokoić, żeby czasem się nie rozmyślił z naszą umową.
-Niech pan do niej idzie, na dole jest sypialnia, może tam sobie odpocząć.
Zdziwiła mnie jego propozycja, ale tam.
Poszedłem za Shanti. Siedziała w korytarzu obok drzwi od toalety i trzymała się za brzuch. Nie wyglądała dobrze. Cała zbladła, miała smutne oczy i rozczochrane włosy.
-Shan, co jest?
Usiadłem obok niej i lekko ją przytuliłem do siebie.
-Mam chorobę morską. Czuje się beznadziejnie. Wszystko mi wiruje przed oczami, mam zawroty głowy, przepraszam, że Ci nie wspomniałam o tym, ale sama nie wiedziałam.
-Spokojnie, nic się nie stało. Rozumiem. Sarain pozwolił ci odpocząć w jednej z jego sypialni, chodź zaprowadzę cię.
Nie tak wyobrażałem sobie dzisiejsze popołudnie. Mieliśmy razem kąpać się w jacuzzi i opalać na dachu jachtu, a nie siedzieć pod pokładem. Ale niestety... Shanti chwilę po położeniu się na łóżko zasnęła, musiała być naprawdę wyczerpana. Siedziałem przy niej przez kilka minut, później wyszedłem do Saraina.
{}{}{}*{}{}{}
Naprawdę więcej nie wsiądę na statek, w życiu! Tak się cieszyłam, gdy widziałam jak jacht wpływał do portu. Po drzemce czułam się już lepiej, jednak nadal nie tak dobrze jakbym chciała.
Sarain załatwiony, miliony wpływają na konto firmy, możemy wracać do Hiszpanii. Nie mieliśmy nawet czasu na spokojny spacer. Po opuszczeniu jachtu pojechaliśmy do hotelu, spakowaliśmy się i już musieliśmy jechać na lotnisko, by stamtąd udać się do Niemiec, a stamtąd dopiero do Hiszpanii. W sumie trochę dziwi mnie to, że nie latamy prywatnym samolotem. W końcu ojciec Leo ma wystarczająco dużo pieniędzy, by sobie taki kupić. Mam nadzieję, że niedługo o tym pomyśli, bo siedzenie trzy godziny na lotnisku w Niemczech w oczekiwaniu na samolot nie było zbyt fajne.
Po dwudziestej pierwszej nareszcie byliśmy w domu. Mogłam w spokoju wziąć kąpiel, zjeść dobrą kolację i położyć się do własnego łóżka. Tego właśnie mi brakowało.
Leżałam wtulona w ciało Leo, gdy zadzwonił do niego telefon. Zwykle odbiera go przy mnie. Jednak kilka razy w tygodniu zdarzają się takie, gdy odbiera go w innym pokoju, a później wychodzi na godzinę, czy dwie. Teraz był właśnie jeden z tych telefonów.
-Gdzie wychodzisz?
Spytałam, gdy wrócił z salonu, gdzie rozmawiał przez telefon i zaczął zakładać na siebie spodnie i koszulkę.
-Muszę coś załatwić.
-Teraz? O dwudziestej trzeciej w niedziele? Gdzie idziesz? Z kim masz się spotkać?
Wiedziałam, że nie jest ze mną szczery.
-Jezu, Shanti! Powiem ci jak wrócę, śpij i się nie przejmuj.
Pocałował mnie w czoło i jak gdyby nigdy nic po prostu wyszedł zabierając ze sobą czarną torbę.
Mam niby spać? On chyba śmieszny jest! Nie zmrużyłam oka ani na chwilę, czekałam, aż wróci. Bo gdzie on mógł pójść? Do kochanki? Nie, na pewno nie, gdyby miał kogoś na boku, nie dawałby mi takich powodów do podejrzeń. Może naprawdę to nic poważnego? Muszę z nim bardzo poważnie porozmawiać jak wróci. Bo skoro jesteśmy razem, chcemy budować szczęśliwy związek, nie możemy mieć przed sobą tajemnic. Bo taki związek, oparty na kłamstwach nie ma szans.

**************

Kurczę, długo mnie tutaj nie było, prawie cały miesiąc... Ale jakoś samo tak wyszło, że kompletnie nie miałam czasu pisać. Nie wiem też, kiedy pojawi się następny rozdział, ale obiecuję, że będę pracowała nad tym, by pojawił się on jak najszybciej. Ale wiecie, szkoła, trzeba się trochę pouczyć. 
A w ogóle, jak Wam minęły wakacje? Bo mi baaardzo szybko, za szybko.
Dobra, to tyle, do następnego! :*